Młodzi, zakochani, zwariowani… Pełni życia i szalonych pomysłów… Jednym z nich było mieć dziecko jeszcze przed ślubem. Gdy zaczęliśmy starania o dziecko w lutym 2007 r., zdawało nam się, że jest to proste, banalne – przecież wszyscy mają. Takie było nasze myślenie. Niestety to tylko pozory i początek długiej i ciężkiej drogi o dziecko… Gdy przez pierwsze dwa miesiące nie udawało się, nie martwiliśmy się tym, przecież jesteśmy młodzi. I tak minął rok. W tym czasie dużo się wydarzyło w naszym życiu, wzięliśmy ślub, zaczęły się wizyty u ginekologa, pytania ”DLACZEGO?” Lecz słyszeliśmy tylko odpowiedź ”JESTEŚCIE MŁODZI, MACIE CZAS”. I tak minęło kolejne 8 miesięcy na tłumaczeniach, że do tego potrzeba czasu, spokoju i nie mamy chcieć, bo jak się chce to nie można. Tylko jak przestać chcieć z dnia na dzień?
Pewnego dnia, na kolejnej wizycie po naszych naleganiach, dostaliśmy skierowanie na badania hormonalne do szpitala. Jak się okazało, była podwyższona prolaktyna. Lecz gdy już osiągnęła swój prawidłowy poziom i nadal nie mogliśmy zajść w ciążę, zaczęły się podejrzenia… Szukanie winnego. Przy kolejnych wizytach znów zaczęły się tłumaczenia lekarza ‘’JESTEŚCIE MŁODZI, MACIE CZAS’’. Zaczęliśmy poważnie myśleć o zmianie ginekologa. Szukaliśmy w Internecie i tak właśnie trafiliśmy na klinikę leczenia niepłodności INVIMED. Już przy pierwszej wizycie w marcu tego roku dostaliśmy karteczkę na badania i oczywiście musowe było badanie nasienia, bo jak się dowiedzieliśmy, właśnie od tego się zaczyna. Po wizycie byliśmy zadowoleni, lekarz był bardzo miły, długo z nami o tym rozmawiał i tłumaczył. Gdy odebraliśmy wyniki męża, usłyszeliśmy, że na normalne zajście w ciąże mamy 0,5% szans – czyli szczerze mówiąc, żadne. Naszą jedyną szansa na dziecko było IVF. Gdy wyszliśmy z kliniki byliśmy totalnie załamani…
Myśleliśmy, że takie rzeczy dzieją się daleko od nas… Ciągłe pytania ‘’dlaczego my?’’ Musieliśmy wziąć się w garść i zacząć walkę o nasze największe marzenie – dziecko. Robiliśmy kolejne badania, aż doszliśmy do cyklu, w którym zaczęliśmy przygotowania do In vitro. Gdy słyszeliśmy o zastrzykach w brzuch, przerażało nas to. Na szczęście nie taki diabeł straszny jak go malują. Zastrzyki nie bolały, a cykl przygotowania szybko minął i doszło do punkcji. Pobrane komórki były dobre, lecz zaczął się strach, czy dojdzie do zapłodnienia z tak słabymi plemnikami męża. Po dwóch dniach, pod koniec sierpnia nadszedł dzień transferu. Zdecydowaliśmy z mężem, że podamy dwa zarodki. Lecz podczas zabiegu okazało się, że lekarz nie może dojść do macicy. Próbował udrożnić szyjkę, lecz ból był to tak silny, że ginekolog prowadzący musiał przerwać zabieg. Niestety zarodków nie dało się uratować – zostało już tylko pięć, które zostały zamrożone.
Był to najgorszy dzień w moim życiu. Potrzebna była dodatkowo histeroskopia operacyjna, aby uwolnić zrosty i pozwolić dojść do wnętrza macicy. W głowach męczyły nas pytania, dlaczego my ciągle mamy pod górkę? Ale nie dawaliśmy losowi za wygraną, walczyliśmy dalej. Podczas histeroskopii udało się uwolnić zrosty. Byliśmy bardzo szczęśliwi czekając na kolejny cykl, aby móc podejść po raz drugi do ivf. Niestety jak się okazało, znów pojawiły się komplikacje. Okres się nie pojawiał, a na wizycie uświadomił nas lekarz, że na jajniku powstał torbiel. Dostaliśmy leki, podczas miesiączki pęknął i mogliśmy zacząć stymulację do transferu mrożonych zarodków. Podczas rozmrażania z pięciu przeżyły trzy. I znów nadszedł dzień zabiegu. Bałam się. W trakcie transferu pojawił się problem, znów lekarz nie mógł dojść do wnętrza macicy. Strach był ogromny, szczerze mówiąc w tym momencie straciłam wiarę, że kiedykolwiek zostanę mamą, że nigdy nie będę wiedziała jak to jest nosić pod swoim serduszkiem nowe życie. Lekarzowi udało się udrożnić, ból był wielki, lecz gdy doszedł od wnętrza macicy zostawiając tam trzy zarodki i pokazując mi to na monitorze, ból minął. Od tego momentu jestem najszczęśliwszą kobietą na świecie. Po pięciu dniach od zabiegu zaczęły pojawiać się ‘’dziwne’’ bóle brzucha.
Dziś minął tydzień, bóle się utrzymują. Mamy wielką nadzieje, że zarodki się przyjęły i zdrowo rosną. Strasznie z mężem zakochaliśmy się w naszych aniołeczkach i nie wyobrażamy sobie usłyszeć, że ani jeden nie przeżył. Do zrobienia testu został jeszcze tydzień, który mija bardzo powoli. Czy spełni się nasze marzenie???
…
Wynik testu hcg jest negatywny, podano trzy zarodki i żaden nie przetrwał. Szok. Na razie dajemy sobie spokój. Musimy odpocząć i nabrać siły.
Monika
Kochani trzymam kciuki za was!!