Jesteśmy małżeństwem od 11 lat. Wiadomo, jak to młodzi po ślubie – ważne było dorobienie się czegoś, a dziecko kiedy będzie to będzie.
Nigdy nie stosowaliśmy żadnych środków antykoncepcyjnych. Po 4 latach zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego dziecko jeszcze się nie pojawiło? Po wizycie u ginekologa dostaliśmy skierowanie na badania nasienia męża – niestety nie wyszły one zadowalająco. Po wizycie u poleconego docenta mąż się załamał i powiedział, że nie ma szans i on nie będzie się leczył, bo lekarz nie dał nadziei. Długo trwało zanim doszedł psychicznie do siebie…
Po jakichś dwóch latach zaniepokoiły mnie moje nieregularne miesiączki – zaczęłam znowu chodzić do lekarza. Skierował mnie na badania hormonalne – okazało się, że mam za wysoki poziom prolaktyny, a w dodatku moje cykle są bezowulacyjne. Jak to los potrafi postawić dwoje ludzi obok siebie… mąż z większością plemników martwych lub ruchliwych nieprawidłowo i ja bez jajeczkowania.
Jednak to było dla mnie jakimś bodźcem… po namowach przyjaciół znalazłam klinikę leczenia niepłodności we Wrocławiu – umówiłam się na wizytę. Lekarz po przejrzeniu moich wyników i zbadaniu, zaproponował nam inseminację – ale najlepiej nasieniem dawcy. Skierował mnie na badanie drożności jajowodów – wyszło pozytywnie. Po serii tabletek i zastrzyków w brzuch udało się wyhodować jedno jajeczko, jednak najpierw spróbowaliśmy dwa cykle naturalnie. W trzecim cyklu miałam inseminację nasieniem dawcy – bardzo tego nie chciałam, ale zgodziłam się ze względu na męża – powiedział, że woli wychowywać nieswoje dziecko, niż mają się z niego śmiać przez całe życie, że nie ma dzieci. Jednak nic z tego nie wyszło. Ze względu na to, że musiałam robić sobie drogie zastrzyki w brzuch-ok.100zł za zastrzyk a brałam ich ok. 10-12 + koszty dojazdu do lekarza, taki cykl wynosił nas ok. 2500zł.
Daliśmy sobie spokój… na jakiś czas.
W 2008 r. znalazłam stronę INVIMED Wrocław. Zadzwoniłam i zarejestrowałam się do lekarza. Na pierwszej wizycie od razu powiedział, że nasienie męża nie jest takie złe, a z moim jajeczkowaniem tez można sobie poradzić. Zaproponował nam 3 inseminacje, a jeśli nic nie wyjdzie, to in vitro. I tak od marca 2009 zaczęliśmy intensywną pracę: zastrzyki w brzuch, kontrole usg co drugi dzień, trzy inseminacje… i nic. Następny cykl po ostatniej inseminacji trwał 2,5 miesiąca. Organizm trochę odpoczął.
We wrześniu zdecydowaliśmy się na in vitro – lekarz uprzedził nas, że to koszt do 14000zł. Od 10 października zaczęłam protokół – zastrzyki z Gonal F. Po 5 dniach podczas wizyty lekarz stwierdził, że zaczynam wchodzić w hiperstymulację, co zmniejsza szanse. Trochę się załamaliśmy, ale codzienne wyjazdy do kliniki, szybka reakcja lekarza, w porę podane leki i jakoś wyszłam z tego.
21 września miałam punkcję – strasznie się jej bałam, ale przemiły personel i lekarz sprawili, że na salę jechałam spokojna i nie pamiętam żadnego bólu. Pobrano mi 18 jajeczek, z tego 8 dojrzałych, które zapłodniono. Po dwóch dniach miałam transfer dwóch zarodków i zaczęło się czekanie. Po 5 dniach lekarz mi napisał, że niestety żaden zarodek w laboratorium nie przetrwał 3 doby. Załamałam się, myślałam że to koniec. Przeliczyłam już nawet oszczędności czy mam na następny zabieg i męczyłam lekarza, kiedy można go zrobić. Jednak sprowadził mnie na ziemię, bo trzeba odczekać min. 3 m-ce.
Pierwszy test hcg miałam zrobić 04.11. Szłam po odbiór wyników pewna, że nic z tego… Pani w laboratorium podeszła z poważną miną, złapała mnie za rękę i powiedziała magiczne zdanie: Wygląda na to, że jest Pani w ciąży! Nie mogłam w to uwierzyć. Powtórzyłam wynik za dwa dni i już było pewne że się udało.
13 listopada poszłam do ginekologa w miejscowości gdzie mieszkam, bo skończyły mi się leki. Na usg wyszły dwa pęcherzyki – bliźniaki! Jednak lekarz stwierdził, że często tak jest i po jakimś czasie jeden się wchłania. Napisałam to lekarzowi z kliniki i on powiedział to samo, bo poziom hcg wskazuje na ciążę pojedynczą.
24 listopada byłam na kontroli w klinice. Gdy lekarz zobaczył dwa serduszka, to sam nie mógł uwierzyć i gratulował sobie. Wygląda na to, że żaden się nie wchłonie.
Wiem że jeszcze długa droga przede mną. Jestem pełna obaw, czy donoszę i czy urodzą się zdrowe. Zobaczymy co przyniesie los. Poza tym jestem mile zaskoczona, bo łączny koszt wyszedł nas ok. 9000zł, ale warto było. Może moja historia da nadzieję na dziecko innym parom.
M.M.
SZCZERZE gratuluje,bo w naszej sytuacji koszt to 20 000 zl,ale niestety bez efektu;(
Dlatego szczerze gratuluje i życze żeby maluszki zdrowo rosły u mamusi w brzuszku;)