Na początku małżeństwa mieliśmy to upragnione dziecko, było ukochane, wypieszczone i kapryśne.
Wszystko zmieniło bieg, kiedy żona spodziewała się drugiego dziecka. Oboje chcieliśmy tego dziecka i cieszyliśmy się każdym tygodniem ciąży. W drugim miesiącu żona poroniła … .
Nie będę pisać o emocjach, bo sam nie wiedziałem co się ze mną dzieje, a musiałem zająć się żoną.
Po roku żona ponownie była w ciąży, tu byliśmy ostrożni, choć w głębi serca cieszyliśmy się razem. Niestety ponowne poronienie w 67 dniu i tę chwilę przeżyliśmy niewymownie i potwornie w głębi siebie.
Pamiętam, że biegłem nie wiem gdzie, chyba gdzieś w zapomnienie i płakałem. Nie chcę nawet wiedzieć co czuła żona, choć opowiadała mi później o wszystkim ze łzami w oczach.
Już nie chciałem mieć kolejnych dzieci.
Po dwóch latach żona zdecydowała za nas obojga i pamiętam poczęcie do dzisiaj. Po potwierdzeniu ciąży byłem w dwóch miejscach gdzie prosiłem Matkę Boską o szczęśliwy poród. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że ciąża jest bliźniacza.
Dzisiaj mam wymodlone 14-letnie bliźniaki, córkę i syna którzy są najmądrzejszymi w gimnazjum, wygrywają konkursy i dają nam tyle radości i szczęścia.
Cóż mogę polecić przyszłym rodzicom? Determinacji w leczeniu i wiary, przede wszystkim wiary w nas samych i kogoś kto nad nami czuwa gdzieś w niebie.
T.P.
Ważne, wiara w siebie i samego Boga…..