Poznaliśmy się ponad 10 lat temu. Najpierw nauka, praca, ślub. A dopiero potem dzieci. Lecz pierwsze 2 miesiące prób i nic. Pojechałam do lekarza, by sprawdził stan mojego zdrowia. Ogólnie wszystko dobrze. Ale kolejne 2 miesiące i nic. Lekarz dał mi skierowanie na badanie protaktyny i hormonów tarczycy. Wynik protaktyny wyszedł za duży. Hormon tarczycy dobrze. Monitoring owulacji też dobrze. To wychodzi, że prolaktyna zaburza wszystko. Dostałam tabletki na zbicie prolaktyny. Później kontrola poziomu. I po miesiącu okazało się, że prolaktyna spadła poniżej normy. No to odstawienie tabletek. I starania dalsze. I nic. Przez 3 miesiące monitoring owulacji. Wszystko wskazywało, że jest dobrze. Lekarz zdecydował, że mój stan zdrowia jest ok. Może to mój mąż ma problem? Podał mi 2 adresy specjalistów, którzy zajmują się leczeniem niepłodności. Nie wybrałam żadnego z tych specjalistów, co mi lekarz podał. W Internecie poszukałam na własną rękę. I znalazłam Klinikę InviMed. Umówiłam się na pierwszą wizytę. Pojechaliśmy i mąż przebadał nasienie. Wszystko w porządku. Następnie dostałam skierowanie na przebadanie różnych hormonów. Zadziwiające wszystkie hormony w normie. Jedyne to, że antygen jajników wyszedł pozytywny. Diagnoza – jak najszybciej ciąża.
Postanowienie było takie: inseminacja. Przed inseminacją trzeba było zbadać wnętrze macicy. Ten zabieg to histeroskopia. Byłam przerażona. Nigdy nie byłam znieczulona ogólnie. Podczas histeroskopii pobrano wycinek endometrium do biopsji. Po sześciu dniach pojechałam na kontrolę. Wszystko się zagoiło. Ale wynik histeroskopii niezadawalający. Macica i endometrium dobrze. A mechanizm zastawkowy obu jajowodów nie wykazał reakcji. Co może oznaczać, że jajowody są niedrożne.
Taki wynik oznacza, że będzie ciężko zajść w ciążę drogą naturalną. Inseminacja też może nie wyjść. Lekarz zaproponował 3 inseminacje nie więcej przy takim wyniku. Jak to nie poskutkuje to ostatnie wyjście – In vitro. Załamałam się, ale wiem jedno – nie mogę się poddać. Zrobię wszystko, co jest możliwe, by mieć dziecko.
Zaczynamy podejście do I inseminacji. Na początek zaczęliśmy od brania leków na wyhodowanie pęcherzyków do zapłodnienia. Na wizycie kontrolnej zrobiono mi usg. Urosły 4 pęcherzyki powyżej 1 cm i kilka mniejszych. Zapisano mi zastrzyk na pękniecie jajeczka. Zastrzyk wykonała mi znajoma pielęgniarka z racji tego, że nigdy sama sobie nie robiłam zastrzyku i to w brzuch. Dwa dni po zastrzyku inseminacja. Bałam się strasznie, ale najgorsze było czekanie po inseminacji 14 dni do testu z krwi. Wynik: beta hcg poniżej 1. Czyli ciąży brak. Walczymy od nowa.
Drugie podejście do inseminacji. Tym razem na zastrzykach. Zastrzyki zrobił mi mój mąż. Na usg okazało się, że jajeczka porosły dobrze, największe 14.8 mm. Po 3 dniach okazało się że jajeczka nie rosną dalej. Kolejne 2 dni, wizyta i znów jajeczka takie same nic nie urosły. Cykl stracony.
Teraz to uderzamy w In vitro. Boje się strasznie, ponieważ nie wszystkim się udaje. Tak bardzo pragnę mieć dziecko. Żyję dla mojego męża i dla dziecka, na które tak czekam. Wierzę, że nastąpi ten cud i wypełni pustkę w moim sercu.
J.A.
Ja głęboko wierze że Wam sie uda;)
.. I życze wam tego z całego serca ..
To że nie kazdemu sie udaje to jeszcze nie znaczy że wam sie nie uda,bedzie dobrze *)