1. NASZA HISTORIA WALKI O DZIECKO

    data:
    środa, 23 Grudzień 2009

    Poznaliśmy się ponad 10 lat temu. Najpierw nauka, praca, ślub. A dopiero potem dzieci. Lecz pierwsze 2 miesiące prób i nic. Pojechałam do lekarza, by sprawdził stan mojego zdrowia. Ogólnie wszystko dobrze. Ale kolejne 2 miesiące i nic. Lekarz dał mi skierowanie na badanie protaktyny i hormonów tarczycy. Wynik protaktyny wyszedł za duży. Hormon tarczycy dobrze. Monitoring owulacji też dobrze. To wychodzi, że  prolaktyna zaburza wszystko. Dostałam tabletki na zbicie prolaktyny. Później kontrola poziomu. I po miesiącu okazało się, że prolaktyna spadła poniżej normy. No to odstawienie tabletek. I starania dalsze. I nic. Przez 3 miesiące monitoring owulacji. Wszystko wskazywało, że jest dobrze. Lekarz zdecydował, że mój stan zdrowia jest ok. Może to mój mąż ma problem? Podał mi 2 adresy specjalistów, którzy zajmują się leczeniem niepłodności. Nie wybrałam żadnego z tych specjalistów, co mi lekarz podał. W Internecie poszukałam na własną rękę. I znalazłam Klinikę InviMed. Umówiłam się na pierwszą wizytę. Pojechaliśmy i mąż przebadał nasienie. Wszystko w porządku. Następnie dostałam skierowanie na przebadanie różnych hormonów. Zadziwiające wszystkie hormony w normie. Jedyne to, że antygen jajników wyszedł pozytywny. Diagnoza – jak najszybciej ciąża.

    Postanowienie było takie: inseminacja. Przed inseminacją trzeba było zbadać wnętrze macicy. Ten zabieg to histeroskopia. Byłam przerażona. Nigdy nie byłam znieczulona ogólnie. Podczas histeroskopii pobrano wycinek endometrium do biopsji. Po sześciu dniach pojechałam na kontrolę. Wszystko się zagoiło. Ale wynik histeroskopii niezadawalający. Macica i endometrium dobrze. A mechanizm zastawkowy obu jajowodów nie wykazał reakcji. Co może oznaczać, że jajowody są niedrożne.

    Taki wynik oznacza, że będzie ciężko zajść w ciążę drogą naturalną. Inseminacja też może nie wyjść. Lekarz zaproponował 3 inseminacje nie więcej przy takim wyniku. Jak to nie poskutkuje to ostatnie wyjście – In vitro. Załamałam się, ale wiem jedno – nie mogę się poddać. Zrobię wszystko, co jest możliwe, by mieć dziecko.

    Zaczynamy podejście do I inseminacji. Na początek zaczęliśmy od brania leków na wyhodowanie pęcherzyków do zapłodnienia.  Na wizycie kontrolnej zrobiono mi usg. Urosły 4 pęcherzyki powyżej 1 cm i kilka mniejszych. Zapisano mi zastrzyk na pękniecie jajeczka. Zastrzyk wykonała mi znajoma pielęgniarka z racji tego, że nigdy sama sobie nie robiłam zastrzyku i to w brzuch. Dwa dni po zastrzyku inseminacja. Bałam się strasznie, ale najgorsze było czekanie po inseminacji 14 dni do testu z krwi. Wynik: beta hcg poniżej 1. Czyli ciąży brak. Walczymy od nowa.

    Drugie podejście do inseminacji. Tym razem na zastrzykach. Zastrzyki zrobił mi mój mąż. Na usg okazało się, że  jajeczka porosły dobrze, największe 14.8 mm. Po 3 dniach okazało się że jajeczka nie rosną dalej. Kolejne 2 dni, wizyta i znów jajeczka takie same nic nie urosły. Cykl stracony.

    Teraz to uderzamy w In vitro. Boje się strasznie, ponieważ nie wszystkim się udaje. Tak bardzo pragnę mieć dziecko. Żyję dla mojego męża i dla dziecka, na które tak czekam. Wierzę, że nastąpi ten cud i wypełni pustkę w moim sercu.

    J.A.

    Komentarzy: 8 do „NASZA HISTORIA WALKI O DZIECKO”

    1. Tosia *) mówi:

      Ja głęboko wierze że Wam sie uda;)
      .. I życze wam tego z całego serca ..
      To że nie kazdemu sie udaje to jeszcze nie znaczy że wam sie nie uda,bedzie dobrze *)

    2. Kasia mówi:

      potrafię sobie wyobrazić co czujesz. Ja walczę o dziecko półtora roku. Bez skutecznie… W styczniu mąż będzie robił badanie nasienia. Ja natomiast myślę nad zmianą lekarza na specjalistę. Życzę Wam i nam powodzenia w drodze do urodzenia prawdziwego cudu jakim jest dziecko…

    3. Agnieszka mówi:

      My też nie wierzyliśmy, że się uda. A już po pierwszej próbie IVM byłam w ciąży. Od 5 miesięcy nasze maleństwo jest już nami i kazdy dzien jest po prostu cudowny. Wierzę, że Wam też się uda.

    4. Agnieszka mówi:

      Doskonale wiem,co czujesz.Moja historia brzmi podobnie:wszystkie możliwe badania wporządku,7 nieudanych inseminacji,płacz,żal do…. Boga,ogromne rozgoryczenie i jedno pytanie w głowie:DLACZEGO TO WŁAŚNIE NAS SPOTKAŁO????W końcu trafiliśmy do kliniki INVIMED cała procedura IN VITRO,6maja ubiegłego roku punkcja,a 2 dni później transfer zarodków i oczekiwanie na badanie betaHCG najdłuższe 2 tyg. w moim życiu.20 maja 2009 mąż odebrał badania i okazało się że JESTEM W CIĄŻY!!!!Wizyta w Klinice,badanie USG i widok małej pulsującej kropki na monitorze-to nasze dziecko!!,plakałam tak bardzo ze szczęścia,że lekarz nie był w stanie się ze mną porozumieć.Za 3tyg.mam termin porodu.
      Wiem że to trudne,ale trzeba wierzyć,że się uda,bo podobno NADZIEJA UMIERA NA KOŃCU.Z całego serca życzę WAM powodzenia!!!

    5. elkap2 mówi:

      Napewno Wam się uda . Jak najwięcej wiary. Nam się udało za pierwszym razem . :-)

    6. magda mówi:

      in vitro na prawdę nie jest straszne…punkcji nie pamiętam, bo byłam pod narkozą-bólu nie czułam, transfer zarodków też bezbolesny a najbardziej pomaga przemiły personel. Jestem teraz w 14 tygodniu ciąży bliźniaczej-mieliśmy tylko jedną szansę i udało sie;) Wam też sie uda.Życzę powodzenia!!!

    7. Asik mówi:

      Jak czytam takie rzeczy to aż łzy same napływają…Trzymam kciuki żeby Wam się udało.To straszne że tak wiele par ma problemy,my też mamy.Już sporo ponad rok i nic.Czasami się załamuję, ale wiem że w tej walce,walce o pełną rodzinę to nie o to chodzi,trzeba być silnym,wierzyć i przede wszystkim coś robić…dlatego wybieramy się też do Kliniki na badania.Sądzę,że po to medycyna poszła tak do przodu by z niej korzystać i to nie wstyd,że ktoś ma problemy.Głowy do góry Staraczki:)Uda nam się!

    8. JA mówi:

      Dziękuję wam wszystkim za słowa otuchy. Moja historia jeszcze trwa. In vitro się przeciąga. Przeszłam kolejny zabieg tym razem usuwanie laserem kłykcin. Zaraziłam się gdzieś wirusem hpv. Kto wie kiedy to się skończy.Ale nadzieja jeszcze nie umarła. Wierzę, że w końcu dojdzie do in vitro.

    Dodaj komentarz