1. „Wstyd” ojca

    data:
    czwartek, 28 Styczeń 2010

    Jestem ojcem dwojga dzieci,  6-letniego Patryka, poczętego metodą in vitro i  4-letniej Poli, również poczętej metoda in vitro z „mrozaków”. Zatem mogę mówić z własnego doświadczenia o tym problemie. Uważam, że bardzo dużo mówimy o kobietach, natomiast mało o mężczyznach, których też ten problem i wszystko, co się wokół niego dzieje dotyczy. Przecież jest to problem dwojga ludzi, którzy postanowili założyć rodzinę i mieć dzieci.


    Gdy próbowałem podsumować 10 lat zmagań z moją, czy naszą chorobą polegającą na tym, że nie mogę w sposób naturalny mieć dzieci, wynotowałem cztery słowa. Pierwszym jest wstyd. Wydaje się dość oczywiste, że gdy dowiedziałem się, iż jestem niepłodny, to pierwszym odruchem było poczucie wstydu i niezrozumienia. Wstydzę się, bo jestem inny, bo prawdopodobnie jako mężczyzna jestem gorszy. Jeśli nie mogę mieć dzieci, to znaczy, iż jest to prawie równoznaczne z impotencją. Stąd prosta droga do depresji. Drugim słowem jest rodzina. Zrozumiałem, że celem tego wszystkiego, przez co musimy razem przejść jest rodzina. Następnie pojawiły się słowa wiara i nadzieja. Wiara, że nam się uda. Nadzieja, że będzie to w miarę szybko. Dzięki naukowcom, wierzyliśmy, że metoda in vitro jest skuteczna. Wierzyliśmy, że nam się uda, jeśli będziemy razem i jeżeli będziemy bardzo chcieli. Rozważaliśmy adopcję lub in vitro, bo celem nadrzędnym była rodzina. Przy życiu trzymała nas nadzieja, że ktoś nam pomoże. Otrzymaliśmy pomoc od Stowarzyszenia „Nasz Bocian”, czyli od ludzi, którzy mieli ten sam problem, co my. Mieliśmy też nadzieję na pomoc ze strony polityków, że uchwalą odpowiednie regulacje.

    Dzisiaj jestem dumny, że nam się udało. Ale z przerażeniem stwierdzam, że to pierwsze słowo, które już wymazałem z pamięci znów powraca. Jest mi wstyd, że po raz kolejny dziewczyny ze łzami w oczach muszą posłom, wydawałoby się mądrym ludziom, których zresztą tutaj prawie nie ma, mówić o swoich przeżyciach i udowadniać, że dzieci z in vitro są normalne, że metoda jest skuteczna. Ze wstydem patrzę na prezentacje, które są tak naprawdę na poziomie liceum i opowiadają, że jedna komórka z druga komórką… Wstyd mi, że ponownie musimy udowadniać, że „białe jest białe, a czarne jest czarne”. I wstyd mi, że politycy kolejnych kadencji mówią nam to samo i że właściwie jest coraz gorzej. Jestem Polakiem, ale wstyd mi, że mój naród cofa się, zamiast iść do przodu.

    Przed 10 laty mieliśmy wiarę i nadzieję, że nam się uda, że medycyna nam pomoże, a państwo zapewni refundację. Teraz mi jest wstyd, że nie udało tak szybko, jak chcieliśmy na początku. Dalej mam jednak wiarę i nadzieję. Wiarę, że ktoś się wreszcie opamięta, że demokracja zwycięży, że jeśli nie jesteśmy w stanie teraz zwyciężyć, to w następnych wyborach dokonamy właściwego wyboru. Mam nadzieję, że to się niedługo stanie.

    Komentarzy: 3 do „„Wstyd” ojca”

    1. Aga mówi:

      Piękny opis. Gratuluję Wam serdecznie maluszków. Ja/my też wiemy, że warto przejść każdą drogę, pokonać własne słabości i wstyd, żeby doczekać się beztroskiego śmiechu i tupotu małych stóp ;-)

    2. ^niespełniona^ mówi:

      Tak to prawda co pan pissze,mnie i męża również dotyczy ten problem.(jestem po dwóch zabiegach in vitro w poniedziałek podchodze po raz trzeci)Wstyd mi również za mój naród,boli mnie najbardziej to,że dla alkoholików i narkomanów są ośrodki refundowane,a dla ludzi leczących sie na bezpłodność państwo nic nie dokłada.Oni mają chorąbę na życzenie,nas tak skrzywdził los.Po przeczytaniu tego listu mam tylko nadzieję coraz większą,że jednak można zajść w ciąże przez in vitro.Pozdrawiam

    3. Asia mówi:

      Wstyd-za Państwo w którym żyjemy! Wiele par nie doczeka się potomstwa,bo po prostu nie stać ich na in vitro a państwo zamiast pomóc stawia kłody pod nogi.

    Dodaj komentarz