1. 9/05/2009 AZOOSPERMIA!

    data:
    czwartek, 14 Styczeń 2010

    To był maj…i chciałoby się dośpiewać pachniała Saska Kępa, ale tym razem nie będziemy nucić piosenki. Ten majowy wieczór nie był ani piękny, ani przyjemny był jak listopad deszcz kapał z moich oczu, a na męża twarzy malował się smutek.

    Zaczęło się tak pięknie. 21 czerwca 2008 powiedzieliśmy sobie ‘tak’, był romantyczny ślub i piękne wesele, a potem plany w którym pokoju stanie drewniane łóżeczko. Oboje byliśmy pewni, ze to tylko kwestia czasu. Jesteśmy przecież młodzi, zdrowi, silni, ambitni i zahartowani w boju o swoje w tym brutalnym świecie. Damy radę! Wymarzona podróż poślubna na pewno zaowocuje ukochanym maleństwem.

    Mija lipiec, sierpień, wrzesień…grudzień 2008, witamy nowy rok i czekamy. Kolejna wizyta u ginekologa nie potwierdza moich obaw, słyszę że jestem zdrowa, ale że profilaktycznie możemy sprawdzić drożność jajowodów. Zgadzam się. Wynik prawidłowy, słyszę komplement, że mam piękną macicę. Nie wiem czy się śmiać, czy płakać? Teraz mojego ukochanego męża czekają badania.

    Mąż nie ma problemu z pójściem do lekarza, poddaje się badaniom i cierpliwie czeka na wynik. Jesteśmy dobrej myśli bo mąż to sportowiec, dba o kondycję, gra w piłkę, zimą jeździ na nartach, latem nurkuje, a jednak nie wyleczona choroba jąderek w wieku dziecięcym najprawdopodobniej ma stać się powodem naszej osobistej tragedii. Nasza pierwsza wspólna wizyta

    09 mają 2009 i diagnoza AZOOSPERMIA oraz sugestia lekarza, żeby poszukać specjalisty w rejonie brzmi jak kiepski żart. Ale to nie jest żart tylko życie, które uczy pokory. Nie mam siły żeby wesprzeć męża, płaczę.

    Mija pierwszy szok, zaczyna się etap działania. Spędzam całe dnie i noce w Internecie. Szukam dobrego androloga, wertuję informacje o klinikach, czytam o azoospermii, edukuję się bo jestem laikiem. Robię zestawienie najlepszych klinik i sprawdzam komu warto powierzyć nasze zdrowie. W jeden dzień jesteśmy umówieni do kliniki InviMed w Poznaniu oraz do androloga, nie związanego z kliniką. W InviMedzie fachowej porady udziela nam dr n. med. Wojmir Ziętkowiak. Lekarz kieruje nas na specjalistyczne badania. Tego samego dnia spotykamy się z andrologiem i decydujemy się na Jego opiekę. Mąż jest zadowolony, a przecież to właśnie On ma czuć się komfortowo. Na krótką chwilę rozstajemy się z InviMedem, rozpoczynamy kurację męża, przeżywamy kolejne wyniki. 12/08 /2009 mąż przechodzi biopsje jądra: „Drobny fragment jądra. Uwagę zwraca włóknienie i szkliwienie błon podstawowych oraz upośledzenie spermatogenezy. W świetle kanalików wśród złuszczonych komórek tylko drobne skupiska spermatyd. Gruczoł śródmiąższowy skąpy.” Diagnoza nie najlepsza i nie napawająca optymistycznie, mąż jest podłamany a mi ciężko patrzeć na Jego przeżywanie, tym bardziej, że na pytanie co można dalej zrobić słyszymy że pozostaje nam invitro metodą dawcy, bo jak komuś się odetnie rękę to ona nie odrośnie – tak podsumowuje nasz wynik lekarz prowadzący. Postanawiam poszukać innego specjalisty i trafiam na prof. dr hab. med. Macieja Kurpisza, współpracującego z InviMedem. Profesor choć nie rozbudza w nas euforii radości to jednak daje nam zielone światło, że jeszcze nie wszystko stracone, że trzeba działać. Kolejne badania i oczekiwanie. Informacja od profesora, że jeśli się uda, to in vitro jest dla nas jedyną szansą. Tego samego jeszcze dnia w TV nadają debatę na temat zabiegów pozaustrojowych, etyki chrześcijańskiej, moralności – postanawiam wyłączyć telewizor. Mijają kolejne miesiące, w których to mój dzielny mąż 3 razy w tygodniu wykonuje sobie zastrzyk z Pregnylem. Przechodzimy następne badania, posiew, hormony, badania genetyczne i mamy coraz mniej siły, aż do 4 stycznia 2010.

    W maju świeciło słońce i był piękny dzień, ale wiadomość o azoospermii nie pozwoliła nam się nim cieszyć. Wczoraj było mroźno i sypał śnieg ale nam zrobiło się tak ciepło w środku, że kurtki były zbędne. 4 stycznia 2009 na wizycie w klinice InviMed usłyszeliśmy od profesora Macieja Kurpisza pierwszą, dobrą  wiadomość, że pora zacząć przygotowania do zabiegu pozaustrojowego bo mamy plemniki, które można przenieść do komórki jajowej, że najwyższy czas działać! Nasze małe – duże zwycięstwo! Jutro będę się konsultować z doktorem Ziętkowiakiem. Teraz ja muszę umówić się na badania i troszkę dowiedzieć się z pewnego źródła o procedurze zabiegu. Być może to nie koniec naszych starań o maleństwo, ale jesteśmy tak cudnie pozytywnie nastawieni, że choć radość ostrożna w nas to jednak trudno nam ją ukryć. Cieszymy się ze wszystkich naszych sukcesów i pokornie ufamy medycynie i klinice z którą się związaliśmy. Wierzymy, że niedługo będziemy trzymać w ramionach nasze dzieciątko.

    Lila

    Komentarzy: 6 do „9/05/2009 AZOOSPERMIA!”

    1. Monika mówi:

      dr.Ziętkowiak to dobry specjalista,
      nam niestety sie nie udało ale życze pani dużo siły i wiary bo to jest najważniejsze

    2. Karolina mówi:

      Bardzo Państwu współczuję.Niektórzy mężczyźni nie chcą przyjąć do wiadomości,iż oni mogą mieć problem z płodnością.Proszę przekazać mężowi,że jest bardzo dzielny.My kobiety jesteśmy przyzwyczajone do tego typu badań,mężczyźni nie. Trzymam za Państwa kciuki!
      K.K.

    3. MONIKA mówi:

      Witam!
      Trzymam bardzo mocno kciuki za Państwa! My z mężem również zaufaliśmy jednej z klinik leczenia niepłodności. Staraliśmy się o dziecko kilka lat-upadaliśmy, ponownie się podnosiliśmy i tak w kółko. Nie rezygnowaliśmy…choć czasami brakowało nadziei na lepsze jutro…
      Uważam, że warto próbować tak długo, aż starczy sił, bo to najcudowniejsza rola jaką zesłał na ludzi Bóg-bycie matką i ojcem.

      Pozdrawiam i życzę spełnienia Marzenia..
      Monika-mama Ksawerego

    4. Ilona mówi:

      Hej mamy taki sam problem azoospermia tylko mąż nie poddał się jeszcze biopsji, bo boimy się tego badania. A za was trzymamy kciuki i myślę że niedługo będzie ta upragniona dzidzia

    5. Magda mówi:

      Powodzenia :* .

    6. Lila mówi:

      Do Ilony:
      Proszę się nie bać biopsji. Zabieg jest krótki, w znieczuleniu. Mąż będzie czuł dyskomfort nie dłużej niż kilka dni, ale uzyskacie Państwo niezbędne do dalszego leczenia informację. Jeśli natomiast boicie się Państwo, nie samego zabiegu, tylko złych informacji których ten zabieg może dostarczyć, to proszę być dobrej myśli. Nas wynik przeraził, a okazało się że można temu zaradzić :)

      p.s.
      Dziękuję Wszystkim za słowa otuchy!

    Dodaj komentarz