1 marca 2009 r. od tego dnia Hania jest z nami. To wszystko, co było przed tym dniem jest nieważne. Nieważne są wszystkie zabiegi, diagnozy, wylane łzy.
Nasza droga nie była jakaś szczególnie trudna w kontekście innych par, które zmagają się z problemem niepłodności.
Pierwsze porady w stylu – “musicie się odstresować i nie myśleć o tym” doprowadzały mnie do szału. Nie mieliśmy chyba na początku również szczęścia do lekarzy, ponieważ żaden nie widział problemu, a i mój organizm w tym czasie postanowił się buntować i wtedy, kiedy miałam mieć kolejne badanie nie zachowywał się tak jak powinien.
Po ok. 3-4 latach nadal nie było diagnozy czemu nie mogę zajść w ciążę. Mój mąż bez żadnych protestów poddawał się również wszystkim badaniom i też niby wszystko było ok. I wtedy po wspaniałych wakacjach okazało się że chyba jestem w ciąży. Test wyszedł pozytywnie – i ten z apteki i ten z krwi. Wizyta u lekarza i bardzo wyważone słowa -
nawet jak pani jest w ciąży, to może w pozamacicznej, albo jest umiejscowiona bardzo nisko, więc proszę przyjechać za tydzień, ale raczej nic z tego.
Za tydzień dostałam miesiączkę, więc wiadomo – koniec radości. I po tym fakcie następne 2 lata stracone, no bo skoro pani zaszła naturalnie to widać wszystko jest możliwe. I znowu dobre rady – musisz się wyluzować. W końcu wizyta w klinice leczenia niepłodności. Pierwsze zlecone badanie to badanie drożności jajowodów. Diagnoza? jajowody niedrożne plus macica jednorożna i nie wiadomo, czy nawet jeśli zajdę w ciąże to ją utrzymam.
Następne badanie to laparoskopia, żeby ewentualnie udrożnić jajowody i zobaczyć macicę. I wtedy okazało się, że z macicą ok, natomiast jajowodów nie da się udrożnić – wada wrodzona.
Jak ja się wtedy cieszyłam, że mam TYLKO niedrożne jajowody! No więc wiadomo – tylko in vitro.
Pierwsze podejście – 13 zarodków. Dwie pierwsze próby – nieudane. Trzecia – sukces! Niestety połowiczny, bo tylko do 8 tygodnia. Później okazało się, że dzidziuś nie chciał z nami zostać. Tak wściekła to chyba nie byłam nigdy. Jak to? Tyle prób, wysiłków, test pozytywny i nic z tego?
Zmiana kliniki na INVIMED. Dwie pierwsze próby nieudane, chociaż zarodki super. Przy trzeciej próbie okazało się, że zarodki są kiepskiej jakości i tylko 3. Zanim zrobiłam test czułam, że nic z tego, bo właściwie, dlaczego teraz ma być inaczej. A tu niespodzianka. Test pozytywny, zrobiony dwa dni wcześniej – bo przecież i tak nic z tego nie będzie? Mój mąż, który nigdy ze mną do szpitala nie jeździł, wtedy właśnie pojechał, bo jak mówił, wiedział, że to właśnie jest TEN DZIEŃ.
Po drodze jeszcze wizyty u psychologa, ponieważ zdałam sobie sprawę, że jak test wychodził negatywnie to podświadomie się cieszyłam z faktu, iż nie jestem w ciąży. Nie chciałam żyć w ciągłym stresie, że znowu powtórzy się historia i dowiem się, że to serduszko, które widziałam na USG przestało bić. Rady innych o adopcji i różne inne dziwne „teksty” od mniej lub bardziej życzliwych mi osób też do mnie nie trafiały.
Na pewno było nam łatwiej ze względu na pomoc finansową naszej rodziny. Także mój mąż, który zawsze był dla mnie najbliższą mi osobą, zachowywał się w tych wszystkich trudnych momentach tak, jak można sobie tylko wymarzyć. Ja nawet przez długi czas wyobrażałam sobie życie bez dziecka, nawet wiele z tych wysiłków podejmowałam ze względu na otoczenie, rodzinę, męża. Ale odkąd jest z nami Hania nie da się porównać naszego życia wcześniejszego do obecnego. Chcę tą moją wypowiedzią przekonać wszystkich do walki, do podejmowania prób, do zmagania się z tymi wszystkimi dodatkowymi przeciwnościami, bo warto. Warto zobaczyć dziecko przy piersi, dla którego mama jest całym światem, posłuchać jak się śmieje, gdy tata udaje chomiczka, jak? brzmi to banalnie? zobaczyć jak stawia pierwsze kroczki, jak zjadło pierwszy raz jajecznicę??
Trzymam kciuki za wszystkich i życzę wytrwałości i cierpliwości bo warto.
P.S. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę uśmiechnięta o godzinie 6.30, to bym nigdy nie uwierzyła, a właśnie wtedy budzi się Hania.
Mama Hanuli
“Każdy z Uczestników może dokonać zgłoszenia w Konkursie, przesyłając maksymalnie 1 pracę konkursową i swoje dane osobowe oraz adresowe, emailem na adres blog@invimed.pl w terminie od 5 listopada 2009 do 31 stycznia 2010 r.”
Artykuł narusza zasady i regulamin konkursu Inwimed, to artykuł z 02.02.2010r.