Zamknij Używamy plików cookies!

Tak, zgadzam się

Czasami in vitro to jedyna szansa

Człowiek jest w stanie przejść więcej, niż na początku może mu się wydawać

Czasami in vitro to jedyna szansa

Mam na imię Kasia, a mój mąż – Jarek. Ja mam 35 lat, mąż 39. Od 4 miesięcy jesteś rodzicami wspaniałej córeczki Helenki. Postanowiłam opowiedzieć naszą historię związaną z in vitro i walką o upragnione dziecko, aby pokazać, że warto zaufać dobrym lekarzom, nawet wtedy, gdy wydaje się, że już nic nie pomoże. O dziecko staraliśmy się od 2012 roku. Udało się w 2020 – dzięki in vitro.


Dobre początki

We wrześniu 2012 roku zrobiłam test ciążowy – wynik pozytywny. W ciążę zaszłam bez problemu. Byłam bardzo szczęśliwa. Jednak szczęście nie trwało długo. Po kilku dniach od testu poczułam straszny ból w podbrzuszu. Ból ten nasilał się i bardzo źle się czułam. Pojechałam do szpitala. Myślałam, że to nic poważnego, że przesadzam i wszystko będzie dobrze. Niestety, gdy dotarłam do szpitala, zaczął się koszmar.

Ciąża pozamaciczna

Pan doktor po zbadaniu powiedział, że jestem w ciąży pozamacicznej, która rozwija się w prawym jajowodzie. Cały świat mi się zawalił, byłam załamana, musiałam zostać pod kontrolą. Leżałam w szpitalu przez 15 dni. Po wyjściu ze szpitala postanowiliśmy z mężem, że spróbujemy jeszcze raz za jakiś czas. Minął rok. Przed kolejną próbą udałam się do doktora Jakuba Pankiewicza, który objął mnie opieką w szpitalu. Po wykonaniu badań mogliśmy zacząć starania o dziecko.

W 2013 roku zaszłam w kolejną ciążę. Umówiłam się na wizytę i niestety… kolejna ciąża pozamaciczna. Tym razem w lewym jajowodzie. Wtedy nie wiedziałam, co myśleć, co robić, dlaczego spotyka to właśnie mnie, co jest ze mną nie tak? Po tej ciąży w 2014 roku przeszłam badanie drożności jajowodów i laparoskopię diagnostyczną. Wszystko było w porządku. Jednak razem z mężem postanowiliśmy zrobić sobie przerwę.

W 2017 roku spróbowaliśmy jeszcze raz – w marcu zaszłam w ciążę. Cieszyłam się, że może w końcu się udało. Radość trwała krótko. Pojechałam na wizytę do doktora Pankiewicza i okazało się, że jest to kolejna ciąża pozamaciczna. Dostałam skierowanie do szpitala. Już na oddziale dowiedziałam się, że będę miała usunięte jajowody razem z ciążą. Byłam załamana, myśląc że już nie będę mogła mieć dzieci.

Nowa nadzieja

Po wyjściu ze szpitala pojechałam na kontrolę do swojego doktora i tam usłyszałam słowa wsparcia. Ludzkie podejście mojego lekarza, zdecydowało o tym, że chciałam spróbować jeszcze raz. Powiedział mi, że mam się nie poddawać, że tyle przeszłam i dałam radę, że przecież jest jeszcze szansa na dziecko dzięki leczeniu metodą in vitro. Po usunięciu jajowodów in vitro było jedyną szansą na biologiczne dziecko.

Niestety zapłodnienie pozaustrojowe nie jest tanią procedurą, a od 2015 roku program rządowy już nie działał. Mieliśmy nadzieję, że coś się zmieni…

Program województwa lubuskiego

Mijały kolejne lata… Nową nadzieję przyniósł dopiero artykuł, na który wpadłam w Internecie. Dotyczył uruchomienia programu dofinansowania do in vitro przez Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego. W ramach dofinansowania można było otrzymać do 5000 zł dotacji do procedury. Od razu chwyciłam za telefon i zadzwoniłam do InviMed.  To była nasza szansa na dziecko. 9 marca 2019 roku otrzymałam telefon z InviMed z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną do programu dofinansowania in vitro.

10 kwietnia zabraliśmy wszystkie dokumenty i pojechaliśmy na pierwszą wizytę do kliniki InviMed w Poznaniu. W klinice opieką objął nas doktor Michał Małek. To bardzo sympatyczny, miły lekarz, który potrafi wytłumaczyć wszelkie wątpliwości. Jego pozytywną energię można było poczuć już od wejścia do gabinetu.

Pan doktor, przeglądając dokumenty, powiedział, że sporo przeszłam. To, że bez problemu zachodziłam w ciążę, było dobrym prognostykiem. Natomiast brak jajowodów był już bezpośrednim wskazaniem do in vitro, co oznaczało, że w zasadzie od razu mogliśmy podejść do stymulacji jajników. Bardzo się cieszyłam, że udało się nam dostać dofinansowanie od województwa – było wsparciem, którego potrzebowaliśmy.

Nareszcie…

Po przejściu przez wszystkie procedury nadszedł dzień transferu. 12 czerwca podano mi moje 5-dniowe zarodki. Po kilku dniach zrobiłam test z krwi beta hCG. Wyszedł pozytywnie – byliśmy dobrej myśli. Przecież tym razem musiało się już udać.

Po kilku kolejnych dniach pojechaliśmy do InviMedu na potwierdzenie ciąży. Kiedy Pan doktor Michał Małek z uśmiechem potwierdził ciążę, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Udało się za pierwszym razem, przy pierwszym cyklu i w już w pierwszym transferze! Łzy w oczach, niesamowita dawka radości, ulgi, nadziei… Czekaliśmy na to tak długo.

Dalszy przebieg ciąży prowadził mój doktor Jakub Pankiewicz. Wróciłam do domu i przestrzegałam zaleceń Pana doktora. Myślałam, że już nic złego się nie wydarzy. Jednak pewnego dnia, wstając z łóżka, poczułam ból w górze brzucha. Przeszył mnie strach – co jeszcze może się wydarzyć?

Jeszcze jeden horror

Zadzwoniłam do lekarza prowadzącego ciążę, który polecił mi niezwłocznie przyjechać do gabinetu. Ból nasilał się z minuty na minutę. Kiedy dojechałam do Pana doktora od razu poszłam na badanie. Okazało się, że muszę szybko trafić do szpitala. Czułam się coraz gorzej, nie mogłam wstać, ból był okropny. Pan doktor wezwał natychmiast karetkę, która zabrała mnie do szpitala. To był horror. Mój stan się pogarszał z minuty na minutę, do tego bardzo bałam się o siebie i dziecko.

Trafiłam na blok operacyjny. Pękł róg macicy, płyn przedostawał się do brzucha. Po operacji ból minął, ale strach pozostał – martwiłam się o dziecko, czy ono żyje? To były najdłuższe cztery dni w moim życiu. Cztery dni czekania na badanie, które miało sprawdzić stan ciąży.

Najsłodsza melodia

Udało się. Badanie wykazało, że płód żyje. Codziennie modliłam się, żeby wytrwać do końca, żeby utrzymać ciążę, żeby móc za kilka miesięcy przytulić swoje dzieciątko. Po tygodniu leżenia w szpitalu kolejne badanie – właśnie wtedy po raz pierwszy usłyszałam bicie serduszka mojego maleństwa. Łzy szczęścia same cisnęły się do oczu, nie potrafiłam ich powstrzymać. To był najpiękniejszy dzień. Po tylu przejściach, po takim zagrożeniu… najsłodsza melodia – bicie serduszka tuż pod moim sercem.

Po wyjściu ze szpitala prowadziłam oszczędzający tryb życia. Wiedziałam, że to ciąża wysokiego ryzyka, że muszę o siebie dbać, być bardzo ostrożna i uważna. Mijały dni, tygodnie, miesiące, aż nadeszła ta magiczna chwila – na świat przyszło 2890 gram i 54 centymetry szczęścia – moja mała córeczka.

Pomimo tej ciężkiej, krętej drogi, warto było ją przejść. Moja córeczka wynagrodziła mi wszystko, gdy tylko ją ujrzałam.

Dzięki Wam mam córeczkę

Serdeczne podziękowania dla doktora Michała Małka i całego zespołu InviMed Poznań za leczenie i opiekę – dzięki Wam mam córeczkę. Helenka jest naszą wielką dumą – zdrową, uśmiechniętą perełką. Podziękowania składam również doktorowi Jakubowi Pankiewiczowi za prowadzenie ciąży, szybką reakcję na zagrożenie i uratowanie życia.

Warto się starać, dążyć do celu – człowiek jest w stanie przejść więcej, niż na początku może mu się wydawać… Jestem tego przykładem.

***

PODZIĘKOWANIE

Pani Katarzynie serdecznie dziękujemy za podzielenie się z nami swoją historią i zdjęciami pociechy, które można obejrzeć na Facebooku InviMed w poście dedykowanym właśnie malutkiej Helence. Aby zobaczyć, kliknij tutaj.

***

OPISZ SWOJĄ HISTORIĘ

Jeśli chcielibyście podzielić się z nami swoimi przeżyciami, zapraszamy do kontaktu. Każda historia jest ważna – dla samego autora, dla czytelników, dla osób znajdujących się w podobnej sytuacji, ale też dla sprawy – możliwości podjęcia skutecznego leczenia niepłodności w Polsce. Możliwości, którą w najtrudniejszych przypadkach daje IVF (in vitro).