Zamknij Używamy plików cookies!

Tak, zgadzam się

Czy naprotechnologia jest alternatywą dla in vitro?

Klika wskazówek dla rozważających metodę

Czy naprotechnologia jest alternatywą dla in vitro?

Czym jest naprotechnologia, o której obecnie sporo się mówi? Co kryje się pod nazwą, która sugeruje odkrywczą metodę leczenia niepłodnych osób? Czy na pewno daje szanse na dziecko? Czy może zastąpić zapłodnienie in vitro? Spróbować czy nie?


Naukowo brzmiąca nazwa naprotechnologia pochodzi od angielskiej Natural Procreative Technology, co w tłumaczeniu oznacza metodę naturalnej prokreacji. Kryje się pod nią sposób planowania rodziny oparty o obserwację cyklu miesięcznego kobiety. Używa się do tego tzw. modelu Creightona (the Creighton Model Fertiliy Care). Służy on wyznaczeniu dni płodnych kobiety na podstawie codziennej obserwacji śluzu z szyjki macicy, krwawienia lub plamienia miesiączkowego, długości fazy przed- i poowulacyjnej. Karta obserwacji, którą prowadzi się we współpracy ze specjalnym instruktorem pomaga w uporządkowaniu obserwacji. Kobiety korzystające z tego systemu są w stanie dostrzec wszelkie nieprawidłowości i dzięki temu – jak podkreślają propagatorzy tej metody – stają się równorzędnymi partnerami dla lekarzy, co budzi bardzo duże wątpliwości. O ile metoda, pozwala kobiecie poznać lepiej swój organizm, to na pewno nie leczy niepłodności.

Dla kogo?

Naprotechnologia powstała z myślą o kobietach. Jednak nie tych, które mają niski poziom rezerwy jajnikowej, poważne problemy hormonalne, endometriozę, zespół policystycznych jajników, niedrożne jajowody, przeszły poważne choroby lub wczesną menopauzę. Są to właśnie realne problemy, z którymi kobiety zgłaszają się do klinik leczenia niepłodności. Co więcej, statystyki pokazują, że w przypadku połowy niepłodnych par to mężczyźni mają problemy, które uniemożliwiają poczęcie dziecka. Naprotechnologia jest dla nich  nieskuteczna bez względu na to, czy zmagają się oni z azoospermią (całkowity brak plemników w nasieniu), czy ze stosunkowo niewielkim spadkiem jakości nasienia. Ta metoda nie uwzględnia w ogóle obserwacji mężczyzny.

Czy jest zatem alternatywą dla in vitro?

Zdecydowanie nie. Nie jest alternatywą nie tylko dla in vitro, ale tez dla żadnej innej metody walki z niepłodnością – terapii hormonalnej, inseminacji czy zabiegów chirurgicznych. Może być jedynie wsparciem dla zdrowej kobiety, która stara się szybko zajść w ciążę, a zadanie utrudnia jej nieregularny cykl.

Porównywanie jabłek do gruszek – czyli o skuteczności metody

Porównywanie wyników „leczenia” zdrowych i niepłodnych kobiet jest bezcelowe, chociaż zwolennicy metody z Pope Paul VI Institute w Stanach Zjednoczonych, w którym powstała, twierdzą, że można nią wyleczyć tak poważne choroby, jak np. endometriozę, czego nie potwierdzają inne ośrodki medyczne zajmujące się badaniem i leczeniem niepłodności. 

Czas na wagę złota

„Naturalne” podejście do tematu niepłodności niestety nie zawsze się sprawdza, zwłaszcza gdy obserwacje naprotechnologiczne trwają wiele miesięcy lub nawet kilka lat, kosztując przy tym niemało. Wówczas, gdy kobieta próbuje zajść w ciążę, a skończyła 35 lat, czas poświęcony na analizę wyglądu śluzu w oparciu o wykres może okazać się stracony. Każdy kolejny miesiąc oznacza bowiem dalszy, nieuchronny spadek płodności, i odsuwa moment, w którym kobieta zamieni instruktora płodności na doświadczonego lekarza specjalizującego się w leczeniu niepłodności.

Komentarze (0)