Zamknij Używamy plików cookies!

Tak, zgadzam się

Patrzę na nią i wciąż nie mogę uwierzyć, że JEST. Jest moja.

Patrzę na nią i wciąż nie mogę uwierzyć, że JEST. Jest moja.

Patrzę na nią i wciąż nie mogę uwierzyć, że JEST. Jest moja. Jest moim największym i najpiękniejszym skarbem. Leży spokojnie w łóżeczku, wyciąga malutkie rączki, otwiera oczka, robi zabawne minki, a ja zastanawiam się, czy już mnie widzi i czy czuje, że jestem jej mamą. Łzy szczęścia spadają po policzkach. Takich momentów jest dużo, mimo że jesteśmy razem niespełna miesiąc. Tej radości często jednak towarzyszy bolesne wspomnienie pustki, którą poczułam dwa lata temu, gdy dowiedziałam się, że mogę nigdy nie mieć dziecka. Teraz, tuląc ją w ramionach, nie żałuję ani jednej chwili spędzonej na przygotowaniach do in vitro. Każda minuta cierpliwości, każdy zastrzyk przybliżał mnie do niewyobrażalnego szczęścia, do mojej ukochanej córeczki…


Od czasu naszego pierwszego podejścia do in vitro minął rok. Mimo że zaszłam w ciążę bardzo szybko, bo już drugi transfer okazał się udany, to oczekiwanie na dziecko dłużyło się. Najpierw były naturalne starania i miesiące gorzkich rozczarowań. Potem kilkumiesięczna diagnostyka. Na wyniki badań czekaliśmy pełni nadziei, chcieliśmy wierzyć, że wszystko jest w porządku. Być może nawet próbowaliśmy trochę zaklinać rzeczywistość. Po prostu po cichu liczyliśmy na to, że to przejściowy kryzys.

Z czasem, gdy odbieraliśmy kolejne wyniki i dowiadywaliśmy się, że nasze szanse na poczęcie dziecka maleją, powoli oswajaliśmy się z myślą, że być może czeka nas zapłodnienie in vitro. Nigdy nie byliśmy jego przeciwnikami. Zarówno mąż jak i ja wierzymy w postęp medycyny i skuteczność metody, a jednak trudno było nam uwierzyć, że to właśnie my z niej skorzystamy.

Postanowiliśmy podejść do leczenia zadaniowo, chociaż po drodze było wiele trudnych chwil i kryzysów. Najgorsza była myśl, że może się nie udać, a wtedy pustka zagości w naszym życiu na zawsze. Trudno mi sobie wyobrazić, co czują osoby, które po pięć, osiem, a nawet dziesięć lat bezskutecznie starają się o dziecko. Nie wiem, czy ja znalazłabym w sobie aż tyle siły, żeby walczyć tak długo. Ale wiem jedno – warto spróbować. Teraz, tuląc małą w ramionach, nie żałuję ani jednej chwili spędzonej na przygotowaniach do in vitro. Wiem, że każda minuta cierpliwości, każdy zastrzyk przybliżał mnie do niewyobrażalnego szczęścia, do mojej ukochanej córeczki…

 

Komentarze (2)
Anna

2018-10-19 13:48:00

Gratulacje dużo zdrówka dla kwiatuszka i mamusi❤️

Aneta

2018-10-19 20:56:24

Gratuluję. My czekaliśmy 15 lat i straciliśmy trójkę dzieci...w końcu się udało...córeczka...śliçzna...zdrowa...dziś ma już 3 latka...