Zamknij Używamy plików cookies!

Tak, zgadzam się

Rodzinka, ach rodzinka

Rodzinka, ach rodzinka

Za każdym razem, kiedy wyjeżdżamy do Olsztyna, do rodziny męża, niemalże wychodzę z siebie. Sama myśl o spotkaniu z nimi wyprowadza mnie z równowagi. Zawsze szukam pretekstu, żeby tam nie jechać – grypa, szkolenie, urodziny koleżanki, etc.


Tym razem nie było wymówki – urodziny babci Kunegundy. Już to widziałam oczami wyobraźni. Zasiądę przy obiedzie z całą rodziną i jeszcze przed zupą zaczną się pytania. Asiu – no kiedy doczekamy się w końcu wnuka? – Właśnie, chciałabym dożyć prawnuka, zawsze wtóruje babcia. Od kilku miesięcy jest gorzej niż zwykle – latem szwagrowi i narzeczonej na świat przyszło ich pierwsze dziecko.

Męża rodzina nie słynie z taktu, a właściwie można powiedzieć, że słynie z nietaktu. To dobrzy ludzie, ale mają swoje dziwactwa. Są straszliwie ciekawscy, a obserwując ich z zewnątrz można nawet powiedzieć, że wścibscy. A mimo to, mimo iż wiedzą, że razem z mężem bezskutecznie staramy się o dziecko od roku, każda rodzinna uroczystość wiąże się z pytaniami o to kiedy zamierzamy powiększyć rodzinę.

Zdają się nie przejmować moimi uczuciami i tym, ile bólu mi to sprawia.

No więc… urodziny babci - wiedziałam, że będzie jak zwykle. To już trzecia wizyta w tym roku, nie tak dawno wigilia, imieniny teścia i teraz znów… ten sam ból. Jak wspominałam, nawet większy. W czerwcu na świat przyszło dziecko mojego szwagra. Jego narzeczona nie miała problemów z zajściem w ciążę. A my? Staramy się, walczymy, dbamy o siebie, leczymy się i nic. A im się udało, ot tak. Oczywiście cieszę się ich szczęściem, ale każdy uśmiech ich dziecka i peany zachwytu nad ich synkiem nie pomagają.

Jak widzicie – kolejny wyjazd zapowiadał się nieciekawie. Aż mnie mdliło na samą myśl…

Zdając sobie z tego sprawę, że pierwsze miesiące roku będą intensywne, tuż przed świętami udało nam się uciec na kilka dni. Postanowiliśmy „zrobić sobie dobrze”. Pojechaliśmy na cudowny weekend do spa. Byliśmy w Bukowinie Tatrzańskiej. Mimo iż nie było jeszcze śniegu ani mrozu, było naprawdę cudownie. Chodziliśmy na długie spacery po górach, jedliśmy przepyszne jedzenie nie zważając kompletnie na dietę ani zalecenia lekarzy. Pofolgowaliśmy sobie. Wieczory spędzaliśmy tuląc się i kochając przed kominkiem. Aż nie chciało się wracać.

Ten wyjazd to był strzał w dziesiątkę. Zupełnie nie wiem jak to się stało, ale się stało. Być może wydarzyło się to, o czym wspominała nasza psycholog. Namawiała nas na walkę ze stresem, na znalezienie czasu dla siebie, odepchnięcie problemów i zajęcie głowy czymś innym niż starania o dziecko.

Najprawdopodobniej wtedy, kiedy się zapomnieliśmy i zadbaliśmy o siebie i o naszą relację zdarzył nam się ten cud. Cud, który sprawił, że teraz uśmiecham się od ucha do ucha.

Już wiem, czemu mnie mdliło w święta. Wcale nie przez atmosferę w domu męża… Jestem w ciąży! Tak bardzo myślałam, że nam się nie uda, że lekceważyłam objawy. Dziś już wiemy, że wszystko jest ok. Skończył się pierwszy trymestr.

Tym razem nie będzie mi trudno odpowiadać na pytania babci. Tym razem je uprzedzę. Zamówiłam już tort – z bocianem! Mam nadzieję, że to dla babci Kundzi będzie najlepszy prezent!

 

Komentarze (0)