Zamknij Używamy plików cookies!

Tak, zgadzam się

Mój mąż bardzo pragnął zostać tatą

Mój mąż bardzo pragnął zostać tatą

To Miłosz powinien opowiadać tę historię. Jednak bardzo trudno mu o tym mówić, tak jak trudno było mu pogodzić się z tym, że nasze starania o dziecko trwały kilka lat ze względu na bardzo niską ilość plemników w jego nasieniu.


Poznałam Miłosza niedługo po studiach. Przeprowadziłam się z Poznania do Warszawy. W stolicy nie znałam praktycznie nikogo. Większość moich znajomych po studiach wyjechała za granicę, albo została w Poznaniu. Ja dostałam pracę w firmie farmaceutycznej w Warszawie. Bardzo liczyłam na to, że w laboratorium, w którym pracowałam poznam nowych znajomych. Nie zawiodłam się. Już drugiego dnia poznałam mojego przyszłego męża.

Miłosz pracował w dziale HR, a ja jako laborantka, dołączyłam do zespołu badawczego. Od razu między nami zaiskrzyło. Już w weekend poszliśmy na pierwszą randkę. I tak przez kilka pierwszych lat w ogóle nie myśleliśmy o dzieciach.

Żyło nam się bardzo wygodnie, wszystko układało się po naszej myśli. Miłosz zmienił pracę, ja awansowałam. Kupiliśmy wspólne mieszkanie, a podczas kolejnych wakacji zdecydowaliśmy się na ślub. Gdzieś po drodze oboje przekroczyliśmy 30-tkę i pojawiała się myśl o dzieciach. W ogóle nie braliśmy pod uwagę, że możemy mieć jakieś problemy z zajściem w ciążę. Oczywiście oboje mieliśmy znajomych, którzy borykali się z problemem niepłodności, ale nawet do głowy nam nie przyszło, że i nam przyjdzie poczekać na dziecko.

Do „projektu dziecko” przygotowywałam się jak do kolejnego zadania w pracy. Przeczytałam kilka książek, zaczęłam przeglądać serwisy parentingowe, umówiłam się do mojego lekarza na podstawowe badania, a u ginekologa na cytologię. Zrezygnowałam z ulubionych fast foodów i zapisałam się na basen. Szybko zrzuciłam niewielką nadwagę, a Miłosz, który od kilku lat powtarzał, że powinnam bardziej o siebie dbać, był pod wrażeniem. Sam regularnie ćwiczył, biegał i dbał o zdrową dietę. Z nas dwojga to ja wiecznie walczyłam z wagą i ochotą na słodycze po północy. Ale oboje bardzo chcieliśmy dziecka, więc po raz pierwszy w życiu udało mi się zrzucić kilka kilogramów i zdrowo się odżywiać. Z miesiąca na miesiąc nasza cierpliwość powoli się wyczerpywała. A dwóch kresek na teście, jak nie było, tak nie było.

Po jedenastu miesiącach powiedzieliśmy dość i zapisaliśmy się na pierwszą wizytę w klinice leczenia niepłodności. Lekarz, który nas przyjął zlecił nam obojgu badania. Miłosza bardzo stresowało badanie nasienia. Już na następnej wizycie okazało się, że przyczyną tego, że do tej pory nie udało się nam zajść w ciążę jest asthenooligozoospermia – okazało się że w nasieniu Miłosza jest niska zawartość plemników. Męża skierowano do androloga, który potwierdził interpretację badania. Dodatkowo, okazało się że plemniki mają upośledzoną ruchliwość.

Nasz lekarz prowadzący omówił z nami możliwości. Pierwszą z nich była inseminacja, drugą próba zapłodnienia in vitro. Od razu powiedział nam, że przy wynikach Miłosza za najlepszą drogę uważa in vitro. Przez 4 miesiące Miłosz przyjmował przepisane leki i suplementy. To był dla nas bardzo trudny okres. Miłosz ciągle powtarzał, że to przez niego nie mamy dziecka i że jeśli z in vitro nic nie wyjdzie, to zrozumie, że będę chciała odejść i znaleźć kogoś, kto będzie mi mógł dać dzieci. Nie pomagały zapewnienia o tym, że nic takiego nie zrobię. I że chcę być z nim pomimo wszystko.

Kolejne wyniki badań były tylko trochę lepsze niż poprzednie. Nasz lekarz zarekomendował próbę zapłodnienia in vitro, z pominięciem inseminacji. Decyzję podjęliśmy jeszcze przed wyjściem z gabinetu. Pierwszy transfer niestety się nie powiódł. Oboje nas to załamało. Bardzo liczyliśmy, że uda się za pierwszym razem. Nie udało się też za drugim razem. Dopiero trzeci transfer okazał się pomyślny. Dzień, w którym dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży był - poza narodzinami Igi - najszczęśliwszym dniem w naszym życiu. Chociaż ciążę znosiłam kiepsko, był to dla nas bardzo wyjątkowy czas. Dziś Iga ma 4 lata, a myślimy o kolejnym zabiegu – bardzo chcemy żeby miała rodzeństwo.

Komentarze (0)